Gdzie ci mężczyźni… .

Tam gdzie nie jestem w stanie dostać się na własnych nogach, przemieszczam się zwykle tramwajem.
By skorzystać z tego środka transportu należy udać się na tzw. przystanek. Tak też zrobiłam i tego upalnego lipcowego dnia, wracając z pracy. Centrum miasta, około godziny szesnastej, tłumy ludzi wracających do domu. Niby jest rozkład jazdy lecz wiadomo jak to wygląda w rzeczywistości, wszyscy stoją i czekają z niecierpliwością na przyjazd swojej „piątki”, „czwórki” .. itp.W grupie oczekujących jest czterech facetów (wybaczcie słowo facet, mężczyzn nie przejdzie przez palce). Podjeżdża „mój” tramwaj.
Nie liczę na to że kobiecie z wózkiem, obładowanej w dodatku zakupami pomoże któryś z panów i sama łapię za wózek, panowie oczywiście są już w środku, walczyli dzielnie by zająć miejsca siedzące. Panowie są zmęczeni, spragnieni, w związku z tym muszą napić się piwa. Zdążyli je kupić w sklepie obok przystanku, jest jeszcze zimne, należy je wypić jak najprędzej, więc nie krępując się wcale otwierają te piwa i popijając, wygodnie rozparci.No i zaczyna się dyskusja, jak to przy piwie… męskie rozmowy. O czym ?
No o kobietach oczywiście i to wcale nie tak ogólnie, ale o współpasażerkach. Z użyciem słów powszechnie uważanych za niecenzuralne. Tak więc głośno i bez „krępacji” wyrażają swoja opinie na temat „cycków”, nóg, tuszy … a nawet wieku pasażerek, rechocząc przy tym i bekając donośnie. Nikt przezornie nie zwraca uwagi na chamskie zachowanie, po co się narażać.Grupa dżentelmenów wysiada w końcu, powodując westchnienie ulgi większości. Jeszcze na odchodne, jeden z nich rzuca do wsiadającej dziewczyny tekst: „fajna z ciebie dupa”
Świadkami tego zdarzenia byli również inni panowie, koledzy, mężowie…, żaden nie zaprotestował, nie wyraził swojej dezaprobaty. W sumie to się nie dziwię, po co ryzykować. Można w najlepszym wypadku dostać po twarzy, albo trafić do aresztu za rozkwaszenie mordy bydlakowi.Bo bydlak też człowiek, swoje prawa zna… .

Wstyd.

Przetrwać kolejny dzień, dotrwać do zmierzchu, zasnąć.
Blady świt, pierwsza kawa, kilka papierosów wypalonych jeden po drugim.
Mruga słoneczko gadu, cmok, cmok. Szybkie powitanie z przyjaciółką która też już tęskni za poranną kawą. Do innych zwyczajowe cmoki dotrą trochę później,
nocne marki. Kolejny parszywy dzień w tym moim niepoukładanym życiu.
Ciekawe co lub kto mi dziś dokopie,jaka ja nieszczęśliwa, kiedy skończy się zła passa.. itp. Cholera! Znowu mnie naszło, weź się w garść kobieto! Wzięłam się więc, ale jakoś tak .. nie za mocno, starczyło tego na poranną toaletę
i uprasowanie sukienki. Tyle dobrego że to początek urlopu. Zaplanowany marsz do przychodni można zacząć , no wiem , głupio zaczynać urlop wizytą u lekarza ale tak sobie postanowiłam i już. Słońce przygrzewa cudnie, ptaszki świergolą, dzieci się śmieją, tramwaje dzwonią radośnie. Idę .. nie jadę tramwajem, szkoda kasy na bilety a po ciągłym siedzeniu przy biurku spacer dobrze mi zrobi. Ciągle przygnębiona, naburmuszona, obrażona na los. Nie że tak zupełnie bez powodu, każdy jakieś ma. Nagle, tuż przede mną, z podwórka wychodzi rodzina. nie dosłownie wychodzi, bo na wózku inwalidzkim siedzi kobieta. Na kolanach trzyma niemowlę, może półroczne. Obok idzie dziewczynka, ma chyba sześć lat, nie więcej, wózek pcha drobniutki chłopczyk, na moje oko jedenastolatek. Chcę Mu pomóc.. protestuje z uśmiechem. Idę więc za Nimi, bo chodnik wąski, ruch na jezdni spory i zresztą jakoś tak, nie potrafię ich po prostu minąć. Naprzeciwko idzie kobieta .. uśmiecha się do nich, witają się i z szybkiej wymiany zdań pomiędzy nimi dowiaduję się że ta wyprawa to do MOPR u.. bo trzeba coś podpisać. No ur….a. Jeśli sądzicie że poczułam wstyd z powodu swojego marudzenia patrząc na te rodzinę, na ich trud, to Was rozczaruję. Poczułam gniew, miałam ochotę iść i wygarnąć tym paniom z opieki.. nagadać im , że któraś sama powinna się pofatygować z tymi pieprzonymi dokumentami. Nie zrobiłam tego.. i za to mi wstyd. Za brak reakcji .. nie tylko na te scenę akurat, na to zdarzenie. Tak ogólnie… za to że pozwalamy na to wszystko, nie krzyczymy, nie reagujemy na ludzka krzywdę, na niesprawiedliwość wobec innych i wobec nas samych. W urzędach , zakładach pracy, szkołach. Za gardło trzyma nas strach, by się nie wychylać, pokornie znosić, by przetrwać jakoś kolejny parszywy dzień. Tylko czy tak chcemy żyć?
Jeśli chodzi o mnie, to wolę być wkurzona niż przestraszona.
Jednak coraz częściej się boję właśnie. A Wy ?

Krok drugi. Czyli prawie sie udało.

Drugi, ponieważ pierwszy zrobiłam zakładając bloga.
Trochę na zasadzie.. wszyscy maja bloga, mam i ja,
ale też trochę z ciekawości jak to działa i czy potrafię.
Czy potrafię pisać tak, by inni zechcieli to czytać, oczywiście.
Bo umiejętność składania liter w sylaby ..itd ./.. posiadam.
Gorzej może być z ortografią i interpunkcją ale ja sobie wybaczam.
Krok trzeci.
Nie będę się silić na jakiś wyszukany tekst.. (wyszukany, tez coś).
Wkleję po prostu coś co napisałam wcześniej i co oddaje to co teraz czuję.

chciałam ją skusić tanim winem
ona na wino się wypięła
szantażowałam ciężkim kacem
a ta się wcale nie przejęła

myśli mi czachę rozwalają
i nic się w strofy nie układa
i czego bym nie napisała
wychodzi z tego.. doopa blada

ja Was nie proszę o ocenę
ani o mądre komentarze
lecz gdy znajdziecie moją Wenę
niech mi ktoś drogę do niej wskaże

No właśnie, bardzo złośliwa ta Wena.
Człowiek chciałby błysnąć.. a tu ..j/w.